Żyjemy w czasach całkowicie zdominowanych przez internet i social media. To tutaj przede wszystkim szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, uczymy się opieki nad zwierzętami, to tu trafiamy na grupy tematyczne, profile edukacyjne i „ekspertów”. Dla wielu osób Facebook, Instagram czy TikTok stały się głównym źródłem wiedzy. I to samo w sobie nie jest oczywiście niczym złym.
Niestety podobnie jak ze wszystkim, tutaj też mamy do czynienia z pozytywną stroną internetu i możliwościami , które stworzył, ale również tą negatywną. Problemem przede wszystkim jest to z jaką łatwością można wykreować się na autorytet, czy przykryć cierpienie zwierząt pod płaszczykiem robienia czegoś zabawnego. Jest też bardzo duży problem antropomorfizacji, który dodatkowo jeszcze bardziej pogłębia ten problem nieraz już nawet znęcania się nad danymi osobnikami, ponieważ ich opiekunowie przypisują danym okolicznościom, danej mowie ciała zupełnie inne znaczenie niż te rzeczywiste.
Jeszcze trudniejsze do zauważenia są globalne skutki tej papuziej, bądź ogólnie egzotycznej „mody”, która nabija na Instagramie czy TikToku milionowe zasięgi. Bo pojedynczy filmik może wyglądać niewinnie - zwłaszcza jeśli doda się do niego swoją narrację, ale w szerszej perspektywie może się okazać, a wręcz jest to już pewne, że takie rolki napędzają błędne koło cierpienia zwierząt.
Zanim jednak przejdziemy do tej ciemniejszej strony, chcę wyraźnie zaznaczyć: social media mają też ogromny pozytywny potencjał. Dzięki nim mamy bardzo szybki dostęp do informacji. Możemy zapytać innych opiekunów o ich doświadczenia, możemy znaleźć specjalistów, którzy nieraz też są aktywni jako edukatorzy, więc możemy również zdobywać jakościową wiedzę. Tacy Rzetelni edukatorzy zyskali też potężne narzędzie, które pozwala im docierać do ogromnej liczby ludzi i poprawiać dobrostan zwierząt.
Również dla organizacji charytatywnych i fundacji social media otwierają wiele możliwości. To dzięki nim mogą zbierać środki na większą skalę, nagłaśniać interwencje, szukać domów, docierać do osób, które w innym przypadku nigdy by o nich nie usłyszały i automatycznie nie miałyby jak wesprzeć danych działań. W wielu przypadkach to też będzie sposób docierania do osób, które potrzebują pomocy i nie były świadome, że gdzieś mogą się zgłosić. Także chociaż dzisiaj głównie będę mówiła o negatywnych skutkach social mediów, to trzeba pamiętać, że istnieje też ta dobra strona i że do nas należy, jak będziemy wykorzystywali to, co oferują nam social media.
Jeszcze zanim przejdziemy do negatywów, to warto zdawać sobie sprawę, dlaczego pewne treści stają się wiralowe, trzeba zrozumieć jak działają algorytmy. Na nie będzie wpływało wiele czynników m.in. oczywiście będzie jakość wideo, dźwięk, estetyka, czy posługujemy się językiem zrozumiałym dla ogółu społeczeństwa, ciekawy kadr czy dynamiczny montaż. Możliwości jest wiele. Jednak to co jest najistotniejsze z punktu widzenia dzisiejszego tematu, ale również dla algorytmów, to jest zaangażowanie odbiorców i tutaj wcale nie myślę o udostępnieniach, polubieniach czy komentarzach, chociaż one one oczywiście nadal mają wpływ. Natomiast zauważyłam, że niewiele osób ma świadomość, że takie działania jak zapisanie postu na później, dłuższe zatrzymanie się na danym poście, danej rolce, aby odpowiednio przeczytać lub obejrzeć lub przeczytać do końca, ale również przesłanie danego postu w wiadomości prywatnej, skopiowanie linku, aby komuś przesłać, a na tiktoku też jest możliwość ściągnięcia rolki, również będzie miało wpływ na algorytmy.
Algorytmy oczywiście się zmieniają, ale już od dłuższego czasu chociażby to przesłanie czegoś znajomemu na prywatnym czacie, będzie o wiele bardziej napędzało algorytmy niż np polubienie, bo z polubieniami jest tak, że klikniemy, idziemy dalej i zapominamy. Nasza uwaga, zaangażowanie jest niskie, w przeciwieństwie do treści, które wzbudzą w nas na tyle silne emocje, że będziemy się chcieli ty, z kimś podzielić. Z tego powodu ja jestem taką osobą, która wprost mówi swoim znajomym, żeby mi nie wysyłali takich treści. Niestety nie zawsze to działa, czasem też każdy da się na coś złapać, ale w takich przypadkach staram się nie reagować w żaden sposób, bo dla algorytmów nie ma znaczenia, czy dana treść powoduje u wielu ludzi smutek, złość, dopóki za tym idzie to, że my zatrzymujemy się przy danym poście, angażujemy się emocjonalnie.
Z tego wynika bardzo ważna rzecz - chociaż algorytmy w teorii mają wychwytywać przykładowo mowę nienawiści, łamanie prawa, treści ukazujące przemoc, to nadal póki nie będą to treści skrajne znęcania się nad zwierzętami, to dla algorytmów ich dobrostan nie ma najmniejszego znaczenia.
Tutaj możemy przejść do pierwszej negatywnej konsekwencji social mediów i jest nią antropomorfizacja. Antropomorfizacja to zabieg polegający na przypisywaniu cech ludzkich (zachowań, emocji, motywów, cech fizycznych) istotom, które ludźmi nie są, czyli m.in. zwierzętom. Przykładowo będą to wszelkie filmiki z przebieraniem zwierząt np kostiumy halloweenowe, teraz przeważają takie z motywem świątecznym, ale to również to będą pieluchy dla ptaków, które są normalizowane pod płaszczykiem braku konieczności sprzątania kup. Przez to, że pieluchy nie są dzisiejszym tematem, to tylko tak na szybko wyjaśnię, że ich stosowanie może doprowadzić do poważnych odparzeń, stwarzają idealne warunki do rozwoju grzybów i bakterii, bo jest i wilgotno i ciepło, ale również będą po prostu przesuwały środek ciężkości ptaka, przez co mięśnie i całe ciało ptaka, będą musiały inaczej, czyli w nienaturalny dla siebie sposób, pracować. Może się wydawać, że pieluchy nie ważą wiele, ale musimy pamiętać, że duże papugi ważą kilka tysięcy razy mniej niż my, a co dopiero jeśli pomyślimy o mniejszych gatunkach.
Kolejnymi objawami antropomorfizacji będą sytuacje, w których papugi są traktowane jak ludzie. Czasem jest to ubierane w słowa, że jest to członek rodziny, ale mam na myśli sytuacje, w których postrzeganie zwierzęcia jako członka rodziny zdecydowanie wychodzi poza tę warstwę emocjonalną i przekłada się to w jaki sposób jako ludzie zaspokajamy swoje potrzeby, na zwierzęta. Najczęstszymi takimi przykładami, które widzę są na pewno papugi, które są polewane wodą. Mają one całkowicie przemoczone pióra, zamknięte oczy, delikatnie uniesioną głowę do góry, delikatnie rozchylony dziób i szeroko rozstawione nogi. Wg autorów takie papugi mają cieszyć się z kąpieli niczym jak są reklamy szamponów do włosów i jest moment spłukiwania piany za pomocą deszczownicy. Niestety rzeczywistość jest taka, że te papugi walczą o każdy swój oddech. Ten uchylony dziób świadczy o niemożności oddychania przez nozdrza. Rozstawione szeroko nogi będą próbą zachowania równowagi, bo zazwyczaj te papugi stoją na śliskiej mokrej powierzchni. Jako ciekawostka: takie szersze rozstawienie nóg możemy też obserwować, kiedy papugi są chore, słabiej się czują, bo mniej wysiłku trzeba będzie włożyć np. w utrzymanie się na żerdzi, ale również kiedy papuga jest czymś zdenerwowana, czyli w przypadku agresji, kiedy te stabilniejsza postawa ciała szybciej pozwoli jej na szybszą reakcje, np. atak. Wracając do kąpieli, to papuga, która faktycznie czerpie z niej radość, to będzie ptak aktywny, rozkładający skrzydła, puszący się, nadstawiający się jeśli mówimy o kąpieli w postaci spryskiwania wodą, albo sam wchodzący do miski z wodą, a przede wszystkim ma realną możliwość wyjścia z tej sytuacji. W przypadku tych całkowicie przemoczonych papug, ludzie często odrzucają zarzuty, że przecież ona nie ucieka, a nikt na siłę jej nie trzyma. Tylko taki ptak nie wyjdzie spod strumienia wody, bo to może się wiązać z ryzykiem utraty równowagi. Też nie może jak polecieć ze względu na przemoczone pióra. Także tutaj też jest to błędne myślenie i to, że ptak nie jest trzymany w dłoni i wsadzany pod strumień wody, to wcale nie oznacza, że znajduje się on tam z własnej woli.
Kolejnym problemem są treści przedstawiające różne zwierzęta, które mają jakieś zrobić określone zadanie. Oczywiście tutaj możemy mieć do czynienia z fajnym, pozytywnym treningiem, który będzie wzbogaceniem środowiskowym, będzie rozwijał zwierzę. Jednak trzeba być świadomym, że nie każdy trening jest poprawnie przeprowadzony. Część z tych zwierząt będzie celowo głodzona, aby wykonywały polecenia, część z nich będzie doświadczała kar i fizycznych i psychicznych. Tego zazwyczaj nie zobaczymy na nagraniu, bo dostaniemy tylko ten efekt końcowy. Warto więc zawsze zastanowić jaki cel takiego wideo. Autorem takich rolek może być np. trener, który chce promować świadomą pracę ze zwierzętami, bo tak się składa, że stosunkowo niedawno temu taki filmik pojawił się u Natalii Gaik czyli nasza polska behawiorystka papug i trenerka zwierząt. Jak otworzycie sobie ten link, to też zwróćcie uwagę na opis, w którym Natalia pokazuje, że nauczenie tego jej papugi to był cały proces i jakie zalety płyną z takich treningów, które po prostu uczą jakichś sztuczek. Natomiast będą filmiki, które nie przekażą Wam żadnej wartości edukacyjnej. Ich celem będzie uzyskanie jak najlepszych statystyk, największych zasięgów i tam nie znajdziecie żadnej wartości merytorycznej tylko samo to “o zobaczcie papużka jeździ na miniaturowym rowerku”.
Zresztą takie filmiki jak z tym rowerkiem, albo tańczące zwierzęta, grające na jakimś instrumencie naczelne, ubieranie zwierząt w przebrania, o których też już wspomniałam, kiedy głównym celem jest zabawianie człowieka, a co się z tym łączy chodzi o zasięgi, sławę, a nie dobrostan czy edukację, to trzeba o nich powiedzieć jasno i wprost - przedstawiają one znęcanie się nad zwierzętami. Tak samo będzie z kataryniarzami wykorzystującymi zwierzęta, czy prywatnymi ZOO, które nie należą w przypadku Europy do EAZY, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów. Kiedy zwierzę jest zmuszane do bycia de facto animatorem dla ludzi nie ma mowy o tym, aby był osiągnięty cel bez stresowania zwierzęcia, bez wywierania na niego nacisku.
Wśród częstych form pokazywania znęcania się nad zwierzętami w social mediach jest również droczenie się ze zwierzętami. My takie droczenie możemy odbierać jako zabawę, ale musimy pamiętać, że zwierzę nie myśli takimi samymi schematami co my, nie musi odbierać takich zaczepek jako rozrywkę. Traktuje je całkowicie na poważnie i zaczyna wysyłać bardzo wiele sygnałów dystansujących, takich sygnałów “weź się uspokój” czy “ej denerwuje mnie to”. Problem pogłębia się tutaj ponieważ często, a w przypadku papug powiedziałabym, że jeszcze częściej ta mowa ciała jest źle interpretowana.
Ostatnią formą przemocy, jaką chciałabym tu wyróżnić to jest taka fałszywa, wyreżyserowana pomoc zwierzętom. Chodzi o takie sytuacje, w których zwierzę, które zazwyczaj nie potrzebuje pomocy, jest celowo narażana na różne czynniki, na różne niebezpieczeństwa, ale również stres, aby człowiek mógł mógł zrobić piękną otoczkę, że niby właśnie znalazł zwierzę w takim stanie i niczym bohater udziela mu pomocy. Będziemy mieli też tutaj historie “leczenia”, kiedy inscenizowane będzie, że dany osobnik dostaje kroplówkę, bądź inne leki, albo pokazywanie dużej inwazji jakichś pasożytów, które jak się troszkę bardziej przyjrzymy, to będą bardziej przypominały jakieś kamienie, jakieś nasiona. W Polsce mamy nawet bardzo znane i co więcej legalne organizacje, których cała popularność i zasięgi opierają się na nabieraniu ludzi, wykorzystywaniu ich empatii do zwierząt i jednocześnie nieświadomości. Na tych profilach, jeśli odejdzie jakieś zwierzę i jest ta informacja publikowana, bo to też nie jest takie oczywiste, to już jest taki klasyczny powód śmierci, czyli “serduszko nie wytrzymało”. Mają też miejsca celowe okaleczenia zwierząt, którym nadaje się narrację, że ma to być poprawne leczenie. Tutaj przede wszystkim myślę o sytuacji już sprzed wielu lat, kiedy pewnemu ptaku, któremu można było wykonać protezę dzioba albo górnej albo dolnej części, już nie pamiętam, to zamiast tego druga część została skrócona. Idąc tą logiką to, jeśli w wyniku jakichś zmian byłaby konieczna amputacja np. części skrzydła, to powinniśmy przecież automatycznie amputować dla równowagi też części drugiego, prawda? Mam nadzieję, że dlaczego jest to absurdalny pomysł nie muszę tłumaczyć. Na szczęście jest parę takich cech, które mogą nam powiedzieć, że mamy do czynienia z oszustwem opartym na cierpieniu zwierząt. Są to m. in. liczne ujęcia z różnych perspektyw, które mają przedstawiać spontaniczne działanie, no bo jeśli widzimy np. topiące się zwierzę, to ostatnie o czym powinniśmy myśleć, to żeby wyciągnąć telefon w celu nagrywania, a tym bardziej, aby mieć liczne, różnorodne ujęcia. Powinniśmy zwrócić uwagę na to, jakie konto to wstawia, bo jeśli mamy do czynienia z jedną osobą, która co chwilę znajduje czy to przemoczone zwierzę, czy takie gdzieś uwięzione, albo nieprzytomne, to zastanówmy się na ile faktycznie jest szansa, aby jedna osoba, całkowicie przypadkowo musiała stawiać się w tej roli bohatera.
Wg jednego raportu, z którego korzystałam, to zdecydowanie najczęściej pojawiającymi się głównymi tematami takiego oszukanego ratowania zwierząt jest znajdowanie osobników rzekomo porzuconych oraz takie, które gdzieś utknęły, zostały uwięzione, także to też może zwrócić naszą uwagę. Kolejną rzeczą to będzie fakt, że na takich filmikach zazwyczaj nie zobaczymy elementów, które pozwolą jakkolwiek zidentyfikować twórców, czyli nie będą widoczne twarze, jeśli ktoś tak bardzo regularnie “ratuje” zwierzęta, to nie zobaczymy raczej loga organizacji, pod którą działa i przy tym wszystkim nie zobaczycie też żadnego szerszego kadru, który mógłby pokazać jakiś charakterystyczny element otoczenia. Ostatnią rzeczą, po której można rozpoznać stosunkowo sporo takich fałszywych działań jest brak aktualizacji, brak kontynuacji danej historii. Większy problem jest w przypadku tych oficjalnych organizacji. Tutaj powiedziałabym, że na niektórych płaszczyznach, będziemy mieć całkowitą odwrotność, czyli właśnie będziemy znali twarze, a wręcz one będą tak często się pojawiały, że staną się twarzami całej organizacji. Problematyczne jest jednak to, że takie organizacje budują wokół siebie świadomie wizerunek autorytetu. W ich zespole może być weterynarz, który zazwyczaj jest nagle specjalistą od wszystkiego, a powiedzmy też wprost - weterynarz od wszystkiego jest weterynarzem od niczego. Mamy na tyle rozwiniętą weterynarię, że nie sposób wiedzieć wszystko, nie sposób mieć obszerną wiedzę na temat wszystkich gatunków. Przy dzikich zwierzętach taką czerwoną flagą będzie również to, że tak siedziba organizacji będzie miała wszelkie zezwolenia na przetrzymywanie danych zwierząt, tak standardem w działaniach będzie to, że zwierzęta są też trzymane u prywatnych osób, które już takich zezwoleń nie mają. Jeśli macie jakieś wątpliwości, to możecie napisać post na jakiejś tematycznej grupie, czy dana organizacja realnie pomaga zwierzętom, ale to nie zadziała też nam w każdym przypadku, więc myślę, że najlepiej jest spróbować zdobyć opinie kilku niezwiązanych z daną organizacją specjalistów.
Przechodząc do podsumowania dotychczasowej części o różnych formach znęcania się nad zwierzętami, które widzimy w social mediach, to musicie wiedzieć, że tego jest o wiele więcej. W przypadku samych papug każde opracowanie, z którego korzystałam też jasno wskazują, że w przypadku samotnego trzymania papug, też mówimy o ich cierpieniu, czyli towarzystwo człowieka nie jest wystarczające. Wiemy, że taka samotność przyczynia się do przewlekłego stresu. Jako jedną z form znęcania się nad zwierzętami wymienia się oddzielenie dziecka od jego matki, a czym jest ręczne karmie papug? No właśnie tym. Zresztą o obu zagadnieniach na pewno kiedyś zrobię oddzielne odcinki, bo są to tematy, które zasługują na obszerniejsze omówienie. Dzisiaj chcę Wam tylko zarysować ten problem, jeśli chcecie więcej poczytać o tym, o czym dotychczas mówiłam, to w opisie znajdziecie link do Social Media Animal Cruelty, która stworzyła kilka raportów o tym jak cierpienie zwierząt jest pokazywane w mediach, jakie to ma dalsze konsekwencje. Jest oddzielny raport o drażnieniu się ze zwierzętami, oddzielny o fałszywej ratowaniu zwierząt, więc bardzo polecam, ale też ostrzegam, że mając empatię do zwierząt, nie jest to łatwe do czytania, bo tam też są omawiane przypadki, w których dochodziło do bezpośredniej fizycznej przemocy.
Jednak coś co jest wg mnie najbardziej niepokojącym skutkiem rosnącej popularności papug i innych egzotycznych zwierząt w social mediach, jest ich wpływ na czarny rynek, na nielegalne odławianie i później przemyt tych zwierząt. I to jest moment, w którym pojedyncze rolki przestają być „tylko rozrywką”, pod którą się kryje cierpienie jednostek, a zaczynają mieć bardzo realne, globalne konsekwencje.
Powstaje nam tutaj błędne koło w postaci mniej bądź bardziej celowej promocji zwierząt egzotycznych poprzez social media, za którą idzie normalizacja, że trzymanie dzikich zwierząt w domach jest w porządku, że opieka nad nimi wcale nie jest taka trudna. Zaczynamy wierzyć, że dobrze się odnajdują w tych nienaturalnych dla nich warunkach. To powoduje, że ludzie zaczynają się interesować, jak można nabyć dany gatunek, a to przekłada się na popyt, za którym z kolei idzie napędzanie tego czarnego rynku. W przypadku papug to będą w przeważającej części pisklęta wykradane z gniazd. W tym całym błędnym kole, niestety znika nam kontekst pochodzenia, znika zadawanie „skąd ten ptak się wziął”, co zresztą to też nie będzie takie łatwe do zweryfikowania, bo często nielegalnie odłowione osobniki opuszczają pierwotny kraj pochodzenia już legalnymi drogami, bo nie jest to po prostu weryfikowane.
Najbardziej udokumentowanym gatunkiem papug, będącym na czarnym rynku jest żako. W 2016 roku zaktualizowano ich status z narażonego na zagrożonego wyginięciem. Są też rejony w których drastycznie zmalała liczebność ptaków tego gatunku. Trzeba też pamiętać, że ptaki same w sobie są wrażliwe na stres, a żako są jeszcze bardziej podatne na stres, co niestety mam bardzo okrutne przełożenie na późniejszy transport odłowionych osobników. W zależności od źródła mówi się o śmiertelności na poziomie 30-60% do nawet 70-90%, a te które przeżyją i tak będą skazane na cierpienie z różnych powodów.
Social media nie są oczywiście jedynym powodem istnienia czarnego rynku, ale naprawdę bardzo go napędzają. Działają jak darmowa reklama. Im bardziej dany gatunek staje się rozpoznawalny, im częściej pojawia się nam jako proponowane posty, tym większe jest zainteresowanie. A im większe zainteresowanie, tym bardziej będzie to napędzało nielegalny handel.
W dzisiejszych czasach pojawia się jeszcze nowy problem, na którego tak daleko analizy jest jeszcze za wcześnie, ale myślę, że to kwestia czasu, a chodzi mi o sztuczną inteligencję i generowane przez nią treści. AI nie dość, że szybko się rozwija, to bardzo ułatwia wiele rzeczy, jak np. generowanie kolejnych, nowych wideo promujących i normalizujących trzymanie papug w domach. W dłuższej perspektywie takie filmiki mogą nie tylko zwiększać popyt, ale też ułatwiać działanie osobom zajmującym się nielegalnym handlem. Pomyślmy sobie, że jest gatunek rzadko spotykany w niewoli, ale przemytnik widzi tutaj szansę na zarobek. Dopóki gatunek nie jest popularny, to bardzo trudno będzie o taką promocję w social mediach. AI tutaj wszystko zmienia, bo nagle możemy wygenerować praktycznie wszystko co się nam wymarzy. Także chciałabym Was też przestrzec przed oglądaniem takich filmików, ale też przed ich tworzeniem i publikowaniem, bo coś co dla nas będzie chwilową rozrywką, to w szerszym kontekście przyłoży się do wsparcie olbrzymiego okrucieństwa.
Powoli kończąc, to co możemy zrobić jako odbiorcy?
Przede wszystkim przestać bezrefleksyjnie napędzać algorytmy. Nie udostępniać takich treści. Jeśli chcemy omówić jakieś szkodliwe zagadnienie korzystając z takich materiałów, to absolutnie nie poprzez udostępnienie. Zróbmy wtedy screena, nagrajmy ekran i ukryjmy nazwę profilu i inne rzeczy, które ułatwią namierzenie go.
Nie udostępniajmy takich treści w wiadomościach prywatnych. To się tyczy też w takiej skali całego profilu, bo jeśli ktoś, kto ma samotną papugę, która uznaje człowieka za swojego partnera, zrobiła jeden post, który bez kontekstu jest nawet okay, to nadal udostępniając dany post napędzamy cały profil.
Z drugiej strony wspierajmy twórców, którzy stawiają na jakość przekazywanej wiedzy. Komentujmy, udostępniajmy, oglądajmy rolki do ostatniej sekundy, czytajmy opisy postów do samego końca i zapiszmy je sobie na później. Jeśli sami jesteśmy twórcami i ktoś inny zainspirował, to oznaczmy tego kogoś. Algorytmy działają w obie strony i możemy je wykorzystywać również na rzecz dobrostanu zwierząt. Jednocześnie uważajmy na takie konta, które niby edukują, ale jedynie wybierają te fakty, które im pasują. Są też twórcy, aż nadto próbują przypodobać się odbiorcom. Zresztą sytuacja, która miała nawet w tym tygodniu, to jedna osoba przyklasnęła bez żadnego “ale” na post promujący m. in. wychodzenie z papugami na szelkach bez treningu, czyli w praktyce bez żadnego przygotowania, a samo założenie szelek, żeby nie powodowało to ogromnego stresu u papugi będzie wymagało treningu. Zastanówmy się po prostu, czy chcemy wspierać osoby dające takie ciche pozwolenie na bardzo nieodpowiedzialne i szkodliwe praktyki.
No bo właśnie ta odpowiedzialność nie leży tylko po stronie odbiorców, ale również twórców. Oczywiście każdy ma prawo się pomylić, ale w mojej opinii o rzetelności danego edukatora będzie stanowiło to, czy uczy się na własnych błędach, a przede wszystkim czy umie się do nich przyznać i sprostować. Przynajmniej u kilku twórców zauważyłam, że nie przyznają się do tych błędów, a w każdej sytuacji, o których teraz myślę, była mowa o przynajmniej ryzyku utraty zdrowia. Reakcją, kiedy ktoś zwrócił uwagę, było usunięcie postu i udawanie, że on nigdy nie istniał. I znowu tutaj zadajmy sobie pytanie, czy takie osoby zasługują na wizerunek rzetelnego edukatora. Dobrzy edukatorzy też powinni stosować się do tego co sami propagują, czyli jeśli np. ja mówię, że ręczne karmienie zawsze jest złe i tylko wyjątkowe sytuacje, w których chodzi o ratowanie życia, są dopuszczalnym mniejszym złem, no to nie kupię ptaka ręcznie karmionego, jeśli edukuję, że czegoś nie może być w środowisku papug, to papugi nie mają do tego dostępu. Po prostu nie uważam, aby większa wiedza dawała przyzwolenie na postawę “wiem więcej, więc ja mogę, a wy nie”, ale rozróżniajmy też ją od sytuacji “umiem więcej”, czyli kiedy poza wiedzą teoretyczną idzie też praktyka, “więc mam większe możliwości”. Dla przykładu, o co mi chodzi, wyobraźmy sobie mam papugę, która przestała jeść. Ja mam za sobą kilka szkoleń z pierwszej pomocy dla ptaków, miałam też okazję zdobywać praktyczne doświadczenie w ośrodkach rehabilitacji dzikich ptaków. “Umiem więcej, więc mam większe możliwości” będzie w tym przypadku oznaczało, że wiem jakie warunki muszą być spełnione, aby przymusowo nakarmić zwierzę, wiek jak to zrobić i umiem to zrobić. Nie zwalnia mnie to jednak z zapewnienia opieki weterynaryjnej i skonsultowania się z weterynarzem, nawet jeśli miałabym 99% pewności, jaka jest tego przyczyna i jak to się leczy. Nie jestem weterynarzem, a ich wiedza, naprawdę nie ogranicza się tylko do tego, jak coś zdiagnozować i jakie leki wtedy podać, a na takiej wiedzy bazują kursy pierwszej pomocy - widzę że ptak jest osłabiony, to zadbam o to, żeby miał ciepło i łatwostrawny pokarm. Na takim kursie nie zdobędę pełnej wiedzy z anatomii, fizjologii, farmakologii itd. Dostaję tylko fragment wiedzy, który zwiększa szansę zwierzęcia na przeżycie, a nie narzędzie do leczenia go.
I na koniec jedna myśl, z którą chciałabym Was zostawić. Social media nie są ani dobre, ani złe. Są narzędziem i dopiero to, jak z niego korzystamy — jako twórcy i jako odbiorcy — ma wpływ na życie i dobrostan zwierząt. I zostawiam Was z pytaniem, jak chcecie, aby to narzędzie było wykorzystywane i jak sami chcecie z niego korzystać, bo działania jednostki mają znaczenie.
Na dzisiaj to wszystko. Tak jak ostatnio możecie dać znać co o sądzicie o tym odcinku, o tym temacie zarówno w wiadomości prywatnej, jak i w komentarzach, a na razie do usłyszenia w kolejnym odcinku.